Czasem takie dni

I są takie dni, że dosłownie nic nie wychodzi. Przytłacza prawie wszystko. Spiętrzone ciuchy do prasowania czają się z kąta, a tu już kolejne pranie się wiruje, perspektywa kiepska. Czasu jak zwykle za mało. Na wszystko. Na posprzątanie, na zakupy, na gotowanie. I w pracy nawał obowiązków. I zamówienia się piętrzą i maili mnóstwo i fb aż cały czerwony z powiadomień. I teraz weź się kobieto skup na czymś. Skończ coś co zaczęłaś. Chociażby obiad. Się nie da bo Bartek uczy się właśnie wchodzić na schody i na nic się zdadzą ekstra zabawki, trzeba go pilnować i tyle. Kuchenka wyłączona, obiad musi poczekać do drzemki. Zjemy sobie kanapki na drugie/późne śniadanie. Ale frustracja już rośnie. Odkurzyć by się przydało, bo jak widzę te małe rączki łażące po tej podłodze to mam ochotę je co chwila myć.

A w pracy znowuż gonią terminy, wszyscy wszystko chcą na wczoraj i wszędzie opóźnienia. Nie ma kiedy taczki załadować i kawy dopić.

A tu jeszcze tartak nie dotrzymuje terminów, zawiasy w naszym sklepie się skończyły i nie ma jak zamówić po przedstawiciel handlowy na urlopie.

W pracowni, ten pech się dzisiaj ciągnie jak smród po …… Za co się nie wezmę to sknocę. Tu zaciek się zrobił, tu transfer zrolował i trzeba szlifować i malować od nowa, tu napis krzywo przykleiłam. Matko jedyna, przecież oszaleć można. Niechże dzisiaj coś mi wyjdzie. Godziny mijają, a ja nic do przodu tylko ciągle się cofam do początków.

Przerwa, tak zdecydowanie potrzebuję przerwy. Siadam na podłodze, z nimi, bawimy się klockami, albo czymkolwiek. Kłótnie co minut pięć, o wszystko, ale ogólnie się dogadujemy. Tu Bartek zniszczy budowlę Misi, tu Aleks chce to co akurat ma Bartek, to Misia znowuż ma inny plan na całość zabawy i frustracja gotowa w sekundę, bo przecież nikt nie podziela jej zapędów na szefową.

A ja siedzę i łapię się na tym, że myśli biegną do tego obiadu i prania co już pewnie się odwirowało i kiedy w będzie ten czas na drzemkę? I że koniecznie muszę przygotować grafikę do wydruku, bo nie zdążę ze wszystkim. I z zamyślenia wyrywa mnie “mama no!!!!” jej znowu moja kolej na rzut kostką była…..

I kto z nas nie miewa takich dni? Ja mam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *