Okruchy chleba

Okruchy chleba są dosłownie pod całym stołem i krzesłami też. Gdzieś skapał ketchup, a na obusie leżą plasterki ogórków. Niedopite kubki z kawą zbożową stoją niebezpiecznie na krawędzi stołu. Smaruję bułkę masłem i nawet nie muszę zbytnio się wysilać aby poranek uderzył mnie z całą swoją energią. Przekrzykują się, śmieją, kłócą, trudno przebić się z pytaniem z czym chcą kanapkę i czy kawa z mlekiem czy bez. Tak, rozpoczęliśmy kolejny prawdziwy dzień. Dzień z okruchami chleba na podłodze, dzień z bosymi stopami na płytkach pomimo, że ciągle proszę żeby kapcie włożyć. Dzień z fochami i kłótniami. Dzień z przytulaniem się i śmiechem do łez. Dzień w pośpiechu po już pierwsza i trzeba szybko wracać z placu zabaw bo obiad nie wstawiony. Dzień z bajkami, żeby choć na chwilę przysiąść i kawy się napić. Dzień gdzie do lekcji trzeba zagonić, choć samemu ma się ochotę rzucić na łóżko i zamknąć oczy.

Dzień z niepojętą częstotliwością “mamooo”, bo pić, jeść, siku, pobaw się, bo zimno mi, gorąco, weź go, nie lubię jej, przytul mnie, możemy bajki? “Mamo..”, czy możemy na dwór, czy możemy na rower, dlaczego nie wolno na to drzewo? A kiedy będzie obiad, a możemy jakiś “słodycz”, a mogę Ci pomóc?

Mój prawdziwy dzień to prawdziwy bałagan w każdym kącie na koniec dnia. Prawdziwe emocje, łzy i śmiech. I dzika radość gdy śpią na podłodze w tipi. To łeb psa na kolanach, gdy wieczorem cisza na górze, a na dole w tle chodzi tylko zmywarka. Czasem mój dzień to przyjaciele, ci prawdziwi, przy których mogę siedzieć bez makijażu i  z nogami podwiniętymi na kanapie. To ludzie, którzy znają mój adres i numer telefonu nie tylko, gdy czegoś potrzebują.

Mój dzień to spacer do lasu, gdy dzieciaki rozpiera energia. I to prawdziwe zmęczenie po spacerze, gdy z mamą padamy z sił, a oni idą skakać na trampolinie w ramach odpoczynku.

I kocham ten mój dzień, właśnie dlatego że nie jest idealny w każdej minucie. Kocham pomimo, że nie oznaczam emocji na facebooku i nie czekam na lajki. Kocham i zmartwienia też. Nawet bardziej niż radości, bo doceniam wtedy mocniej te lepsze chwile.

A najbardziej kocham to, że czasem udaje mi się zarazić kogoś moim podejściem do codzienności. Kocham widzieć, jak ktoś kto narzekał  ciągle i widział swoje życie w szarościach samych, nagle zadziwia mnie umiejętnością cieszenia się z rzeczy małych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *